Siedziałam z Justinem na kanapie, oboje milczeliśmy . Rozglądałam się po
pokoju próbując nie natrafić na jego wzrok zacięty na mnie. Po chwili poczułam
ze w mojej kieszeni coś wibruje. Popatrzyłam na Justina.
-No śmiało odbierz. - Pokiwałam głową, sięgam ręka do kieszeni i wyciągam
telefon. Mama dzwoniła, pewnie zaczęła się martwić nacisnęłam zieloną słuchawkę
i przystawiłam telefon do ucha.
-Jezus Maria Megan!! Nic ci nie jest ?1 Kochanie gdzie jesteś ? tak bardzo
się martwiłam ! Wracaj do dom natychmiast proszę !! -Zaczęła mówić z troską w
głosie.
-Mamo spokojnie po szkole poszłam do koleżanki, nic mi nie jest przepraszam
zasiedziałam się.
-Dobrze, kochanie tak się o ciebie martwiłam. Wracaj do domu i to szybko bo
za chwile się ściemni.
-Mamo mam 17 lat a nie 7 i już nie boje się ciemności.
-Dobrze, kochanie zrozum ja po prostu martwię się o ciebie.
-Wiem mamo rozumiem ale nie masz o co.
-Dobrze, zbieraj się już do domu.
-Okey już idę.
-Pa uważaj na siebie.
-Papapapappa. -Rozłączyła się, ona naprawdę się martwiła. To nowość nie
mówiła nic o szlabanie. Wstałam z powoli z kanapy i spojrzałam na Justina
siedział z lekko spuszczona głową w dół.
-Justin, muszę już iść..
-Miałaś zostać aż do jutra. -odpowiedział z naburmuszoną miną.
-Tak wiem ale, zadzwoniła do mnie mama bardzo się martwiła i kazała mi wrócić
do domu.
-Ok dobrze zawiozę cię. -Odpowiedział i słodko się uśmiechną.
-Ale nie musisz ja dam rade pójść sama.
-Chyba nie myślisz, że po tym co dziś się stało puszcze cię samą do domu
!
-No dobrze. -Powiedziałam i zobaczyłam na jego twarzy uśmiech zwycięstwa.
Poszłam za nim do auto on otworzył mi drzwi, posłałam mu uśmiech a on go
odwzajemnił wsiadłam do pojazdu a on usiadł za kierownicą. Jechaliśmy ciemnymi
uliczkami Los Angeles.
-Justin ?
-Tak ?
-Dziękuje.
-Za co ? -zapytał zdziwiony.
-Za to ze mnie uratowałeś przed tym nie zrównoważonym psychicznie kolesiem.
-Powiedziałam nerwowo ruszając nogami
-Słuchaj, ja cię w to wciągnąłem i ja cię będę bronił ! -Lekko podniósł głos
i popatrzył na mnie z słodkim uśmiechem. To było cholernie miłe. Nagle samochód
się zatrzymał a ja zorientowałam się że już jesteśmy na miejscu.
-Jeszcze raz wielkie dzięki. -Popatrzyłam jeszcze raz na niego a on lekko
przyciągną mnie do siepię i pocałował. To były niesamowite. Oderwaliśmy nasze
usta od siebie on mnie jeszcze raz przytulił
-Kocham cię. -Wyszeptał mi do ucha. bez wahania odpowiedziałam.
-Ja ciebie też. -Kątem oka widziałam że się uśmiechną. -Justin naprawdę
muszę już iść.
-Dobrze.- Patrzył jak się oddalam. -Paa.
Wbiegłam do domu szybko zciągłam buty, weszłam do kuchni gdzie zastałam mamę.
Odrazu jak mnie zobaczyła rzuciła się na mnie i bardzo mocno mnie przytulała. Nie
wiem co jej się stało.
-Mamo wszystko w porządku ? -Zapytała dziwnie na nia patrząc
-Tak, kochanie stęskniłam się za tobą. -Odpowiedziała i pocałowała mnie w
policzek.
-Nie widziałyśmy się tylko parę godzin..
-Megan. -Zrobiła duży wdech i wydech i spojrzała na mnie. -Słonko musimy
porozmawiać.
-Mamo cały czas to robimy.
-Usiądź. - Wskazała na krzesło obok mnie, więc usiadłam ona usiadła na przeciwko.
-A więc o co chodzi mamo ? -Zapytałam lekko się niecierpliwiąc.
-Kochanie.. Ty nie..
-Mamo wykrztuś to w końcu !
-Jesteś .. -Wzięła duży wdech. - Adoptowana.
-CO ?!!! -Patrzyłam na nią z szeroko otwartymi oczami które powoli zalewały się łzami.
-Kochanie nie mogłam mieć dzieci ale ja i twój ojciec bardzo chcieliśmy.
- Skoro jestem adoptowana to to nie jest mój ojciec!! -Warknęłam.- A ty nie jesteś moją mamą !!
-Nie mów tak jestem twoja Mama !
-Dlaczego ?! Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś ?
-Bałam się że zrobisz coś głupiego ze uciekniesz.-Zeszłam z krzesła.
-I słusznie ! -Pobiegłam na górę trzasłam drzwiami i wyciągam torbę i zaczęłam wrzucać do niej moje ciuchy. Usłyszałam jak kobieta która mnie adoptowała biegnie po schodach.Otworzyła drzwi i weszła do mojego pokoju.
-Megan ! Nie rób nic głupiego zostaw te ciuchy tu jest twój dom nigdzie nie wyjdziesz !!
-Nie rozkazuj mi nie jesteś moja matką !!!
-A jednak jestem wychowałam cię ! Gdyby nie ja to siedziała byś teraz w sierocińcu! Nie powinnaś sie tak zachowywać ! Może i to nie ja cie urodziłam ale kocham cię!! Tak jak własna córkę! Zawsze próbowałam być jak najlepsza matką !
-Daj mi spokój ! Wychodzę muszę odpocząć ! -Zabrałam torbę zbiegłam na dół założyłam buty i wybiegłam z domu. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić do kąd mam pójść postanowiłam że zadzwonię do Justina. Wyciągam telefon z kieszeni i zanim zdążyłam wykręcić numer ktoś zakrył mi buzie i mocno objął nie wiedziałam kto to powoli zaczął mnie ciągnąc próbowałam się wyrwać ale nic z tego nie udało się wrzucił mnie do auta i usiadł na miejscu obok dopiero wtedy mogłam zobaczyć jego twarz
_____________________________________________________________________________________________________________________________
No to jest 10 rozdziała po długiej przerwie xd Mam nadzieje ze wam się spodoba pisałam na szybko nie miałam jakiś super pomysłów ale teraz dopiero zacznie sie akcja . Jak będzie co najmniej 5 komentarzy to dodam następny bo nie wiem czy to ma sens, ja będę pisać a nikt tego nie czyta
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz